Założyciele Skyeng, Qlean, Meduza I Innych O Tym, Czego Ich Nauczyła Praca W „Onecie”

23 września rosyjskiej firmy internet kończy 20 lat. 23 września 1997 roku wywoływacz Ilya Segalovich i założyciel firmy CompTek Szczepan zapowiedziano wyszukiwarki Yandex. Projekt stał się trzecim wyszukiwarki w Rosji, ale już w 1999 roku znalazł się w siódemce najczęściej odwiedzanych stron internetowych rosyjskiego internetu, a w 2001 roku wyprzedziła pod względem popularności pierwszą rosyjską wyszukiwarkę „Rambler”. Redakcja vc.ru rozmawiałam o tym z byłymi pracownikami „Yandex” o tym, czego ich nauczyła praca w firmie i jak to doświadczenie pomógł założyć własny biznes.

Były szef działu projektowania usług geoinformacyjnych „Yandex”. Przyszedłem na „Yandex” w 2007 roku, gdy firma aktywnie zyskuje nowych pracowników. Jeszcze nie było i tysiące osób — wiele procesów produkcyjnych dopiero . Dlatego, w pierwszej kolejności, był dla mnie ciekawe doświadczenie wzrostu firmy, zebranych z sekty pasją, a przy tym bardzo profesjonalnych ludzi, w coś poważniejszego. Teraz wydaje się (a wtedy, niestety, to wydawało się dziennik), że przebywanie w jednym pomieszczeniu z , , Ivanov, , i wieloma innymi wspaniałymi kolegami już było wielką lekcją.

Uczyli się kochać to, co robisz. Ponadto, na początku wydawało się dziwne, że ludzie tylko i robią, co mówią, w ten sposób nauczyła słuchać, słuchać i się dogadywać. Rzeczywiście, wiele ciekawych pomysłów i produkty w „Onecie” stały się rzeczywistością nie dzięki czyjegoś rozkazu lub rozporządzenia. Tutaj zebrało się kilka osób i zrobić coś ciekawego. Jeśli mówić bardziej , w „Onecie” bardzo wiele uwagi przywiązuje się do organizacji procesów.

Wiele narzędzi powstawały wewnątrz. Na przykład, tracker zadań, harmonogram i inne. Oczywiście, sam zestaw narzędzi nie jest ważny, ale było mi przydatne obserwować, jak procesy. Teraz moja drużyna rośnie i widzę, że pojawiają się te same pytania organizacji procesów i budowania relacji z współpracownikami. Być może, z własnej woli chcę zobaczyć ten „Yandex”, ale widać, że jeśli tworzyć warunki, wiele właściwe rzeczy zaczynają się dziać jak by sami sobą.

Dlatego, parafrazując krótko, „Yandex” nauczył tworzyć środowisko, w którym ludzie mogą stale się rozwijać i zrobić bardzo fajne rzeczy. Co tu ukrywać, posiadanie doświadczenia w pracy w „Onecie” daje trochę „” w kontaktach z potencjalnymi klientami, tak i w „Onecie” pozostały kontakty z ludźmi, z którymi można się skonsultować. Z drugiej strony, duży „Yandex” i mała firma — to zupełnie różne gatunki.

Po pierwsze, inny tempo. Jednak na małej łódeczki trzeba bardzo szybko wiosłować wiosłami, a na dużym statku marynarze głównie biegają z pokładu na pokład. Po drugie, fale na morzu łodzi i liniowej postrzegają inaczej.

Pracując w „Onecie”, można ryzykować i w przypadku niepowodzenia, ryzykujesz, głównie swoją reputację, a w małym zespole podobne pomyłki mogą zakończyć się utratą pracowników, bo nie będzie im zapłacić. Były dyrektor ds. rozwoju międzynarodowego „Yandex”. Praca w „Onecie” nauczyła mnie tego, że: €? Szczęście użytkowników nie jest pusty dźwięk, a realnie licząca metryka, pogorszenie którym może zatrzymać prawie każdy projekt. €? Zdolność do kompromisu z ludźmi — to fundament każdego projektu.

W „Onecie” nie było hierarchii i przypisanych do autorytetów. Czy potrafisz udowodnić i wyjaśnić swoją niewinność, albo wypadasz z gry. €? Jeśli w pracy spędzasz więcej czasu niż w domu, to tobie ma być dobrze w pracy, inaczej nie ma sensu tam pracować. €? Komunikacji decydują o wszystkim. Twój sukces zależy od wielkości twojego społecznych wykres i prędkością komunikacji wewnątrz niego.

€? Świat, w którym decyzje podejmowane są na podstawie danych, może być świata, gdzie rządzą emocje. Paradoksalnie. To wszystko nie wprowadził w swój obecny biznes. Bez tego doświadczenia nie jestem w Skyeng byłby dziesięć razy mniej przyczynia. Jeśli bardzo fajny specjalista w projektowaniu, ale nie przeszedł do nas, w Skyeng, oczywiście, idź do „Yandex”, to też bardzo fajna szkoła życia.

Były projektant „Yandex”. Na pewno pracuje w takiej firmie, wiesz o strukturę, o procesy, o interakcji. To, jak to powinno być i może być zbudowany, szczególnie w branży IT-firmy. Dla mnie to był najbardziej istotne doświadczenie. Najbardziej odlotowego, że wziąłem stamtąd — to jest coś, co można nazwać kulturą korporacyjną.

„Yandex” — jedna wielka rodzina. Jedna z tych firm, o których można powiedzieć, że jest w niej bardzo komfortowo pracować. Tam wspaniałe warunki dla pracowników, zwłaszcza dla inżynierów. To jest to, z czego znany jest „Yandex”. Pamiętam, że u nas był okres, kiedy graliśmy w Counter-Strike a wieczorami, i to było słychać na całym siódmym piętrze, gdzie siedzieli topy „Yandex”, a w tym .

Ktoś z nich, przechodząc, nawet pytał, co to pracownicy tak krzyczą. Z jednej strony, oczywiście, wszystkie te piękne i wygodne warunki w takiej spółki ujmują i przyciągają, z tego potem bardzo trudno wyjść w „niebezpieczne strefy”. Podobne firmy są dobre jako pierwsze lub ostatnie miejsce pracy. Ale gdy chce jakiś ciepła, i piekła, to raczej trzeba iść do pracy w starcie. W „Onecie” pracowałem w dziale marketingu i projektowania i brednie jakiegoś poważnego projektu.

W tym sensie nasz dział by wewnętrznej kreatywne studio, która obsługiwała wiele serwisów. To, co podoba mi się w „Onecie” — jest to prosta komunikacja, tone of voice. To wszystko, co dotyczy praw autorskich, kreatywności, reklamy i tak dalej. „Yandex” prosty i oryginalny język, w którym firma komunikuje się z publicznością. I to jest bardzo fajne, próbowaliśmy wykorzystać w naszej pracy w Qlean.

Były starszy menedżer „Yandex” w pracy z agencjami reklamowymi. Praca w „Onecie” nauczyła tego, że to dobry pomysł nic nie kosztuje, do czasu, aż krok po kroku, nie wiesz, kto, co, kiedy i jak należy zrobić, aby wszystko wyszło jak trzeba. Pamiętam, jak Szczepan zamknął się w gabinecie na kilka dni, firmy i sprzedając reklamy kontekstowej, i wyszedł z lejek konwersji dzwonków do kupujących. Miał ważne jest, aby zrozumieć samemu, jak to może działać.

Na podstawie tych danych można było zaplanować. Ja głównie zajmowała się wyrównanie kanałów sprzedaży reklam. W trakcie pracy okazało się, że warunkiem koniecznym każdej transakcji lub partnerstwa — aby drugiej stronie to trzeba było nie mniej, niż ci. Więc zanim coś komuś oferować, trzeba zrozumieć, co mu potrzebne, i jak możesz pomóc.

Bez tego dobrze dogadać się nie uda. I że ważna zasada negocjatora — nigdy nie mówić „nie”. Zawsze można znaleźć kogoś, kto powie „nie” zamiast ciebie, a tobie pozostanie do zaoferowania wysokiej jakości alternatywę. A także, że nie warto mówić lub pisać tego, że nawet będąc z kontekstu i opublikowanych może być nieprzyjemne. Ty chcąc nie chcąc, odpowiedzialny za każde swoje słowo.

Wychowałam się na „Onecie”, przyszła, gdy miałem 21 lat, i spędziła z nim 11 lat. Przyszła, kiedy w nim pracowało 70 osób, a kiedy wyszłam, było, jak się wydaje, cztery tysiące. Nie to, że od tamtej pory coś się mocno zmieniła. Ja nadal uważam, że jeśli chcesz coś zrobić, to bierz i rób.

Jeżeli okoliczności nie pozwalają zrobić tak jak ty chcesz, zmieniaj okoliczności. Jeśli zasady gry nie pozwalają, to wymieniaj zasady gry. Były szef oceniających „Yandex”. Naprawdę pracował w „Onecie”, około 2001 lub 2002 roku do końca 2007 (być może, z przerwami, nie pamiętam). Czyli wychodzi na to, pracować w „Onecie” zacząłem około 14 lat.

Brzmi bardzo dumnie, dopóki nie zaczynasz sobie przypominać, na czym polegała praca — pierwszy rok-dwa będę zajmował się tym, co wypełniał ankiety dla „Yandex.Market”. Praca u.e. Za każdą ankietę — w panelu administracyjnego można było wybierać, co wypełniać. Wysoko cenione ośrodki muzyczne, za nich dawali coś takiego jak 1 u.e.

Za ankietę — ale i w pracy było do cholery. Taniej wszystkich szli, wydaje się, suszarki do włosów. To była moja pierwsza praca w „Onecie”, biuro wtedy jeszcze znajdował się na ulicy Wawiłow. Potem zaczęła się druga. Oba razy muszę za to podziękować Leny , pierwszego i, jak rozumiem, jedynego redaktora naczelnego „Yandex” — po jej odejściu ten post przestała istnieć.

Druga praca (i to już mogę dokładnie śledzić w niesamowity sposób nie żyje mail na list.ru) zaczęła się w 2004 roku, kiedy byłem na pierwszym roku. „Yandex” to już przeniósł się na ulicę . Nazywała praca jest naprawdę dumnie — zostałem mianowany kierownikiem grupy oceniających. Kierownikiem. Musiałem wymyślać pytania i oddawać je do panelu administracyjnego (to ludzie, nie roboty).

Oni oceniali wnioski według skali, a musiałem je sprawdzać. Oczywiście nie pamiętam ani czasu, ani sposobu oceny — ale najważniejsze, że za dwa lata na tym stanowisku i nie rozumiem, dlaczego jest to potrzebne. Rozumiem, że to poprawia wyszukiwanie — ale jak. W ogóle nie mam pojęcia.

Pamiętam dwie części, jedną , inne . taka. Gdzieś na drugi rok pracy mam pomysł, jak można mnie zastąpić robota i opisał mechanizm. Powiedzieli mi, dziękuję, zapłacili składkę — i nadal pracować. Mniej przyzwoita historia jest taka.

W „Onecie” jestem po to, by miał się pojawiać dwa razy w tygodniu. Ale do października 2006 roku pracował już w „Podziękowaniach” — i tam chodziłem codziennie. Plus jeszcze na uniwersytet — też na co dzień. W „Onecie” otrzymałem 300 dolarów, w „Podziękowaniach” — 10 tys. zł (to było mniej więcej to samo). W „Onecie” był ogromny plus — tam były lunchowe.

Jakie tam były lunchowe. Jakie kanapki! W rezultacie, kilka razy w tygodniu jestem, pochodzących z uniwersytetu w „Plakat” na placu Puszkina, kilka godzin pracował, potem siadał na rower i jechał w „Yandex” w Moskwie na obiad. Potem ścigał się z powrotem. 6,5 km do obiadu, 6,5 km i z powrotem.

Do Nowego roku stało się jasne, że tak nie można żyć — i z „Yandex” odszedłem. Od tego czasu „Yandex” (a zwłaszcza Lena) jestem niezmiernie wdzięczny, bo to było moje pierwsze doświadczenie w pracy, i mało komu wiedzie się raz być w firmie, gdzie miłość i życie, i ludzi. Od tamtej pory uważam się za nie bardzo ma prawo oceniać „Yandex”, jak by to nie zmieniło — dla mnie to część dzieciństwa, wyjątkowo przyjemna, a to, że od tamtej pory wszystko się zmieniło — i beze mnie powiedzą. Minęło już 10 lat, jak ja tam nie pracuję, ale „Yandex” regularnie przypomina o sobie. Rzecz w tym, że w firmie istnieje wewnętrzny system z kwestionariusze z pracownikami.

Można tam dotrzeć, ale wydaje się, że nie można zniknąć. Dlatego tam jest. I moje zdjęcie, wykonane w jakąś sobotę w obecnie nieistniejącym klubie „”, też. Dlaczego ja to pamiętam.

Bo każdy mój znajomy, w „Yandex” do pracy uważa za niezbędne mnie znaleźć na tej stronie, zrobić zrzut ekranu i wysłać.

Dodaj komentarz